Blondyna w wędkarskim świecie!

2022-03-08
Blondyna w wędkarskim świecie!

Jeszcze trzy lata temu nie pomyślałabym, że zacznę wędkować, a spinningowe, całodniowe wyprawy staną się istotnym elementem mojego życia. Zawsze kochałam przebywać na łonie natury, a las był moim drugim domem. Zamiłowaniem do natury zaraziła mnie moja rodzina. Uwielbiałam wycieczki do lasu, nad wodę. Jako szkołę średnią wybrałam technikum leśne, żeby móc się realizować i robić to, co lubię.


Przygodę z wędkarstwem zaczęłam dzięki swojemu chłopakowi. Nikodem od dziecka łowił ryby – na początku znajomości opowiadał mi dużo historii znad wody i pokazywał sporo zdjęć, co diametralnie zmieniło moje podejście do wędkarstwa. Kiedyś uważałam je za takie, jak mówi się o nim stereotypowo, ale Nikodem szybko rozwiał moje wątpliwości. Jego opowieści były dla mnie bardzo ciekawe. Zadawałam mu dużo pytań, lubiłam go słuchać i oglądać zdjęcia. Poznałam dzięki temu wiele ciekawostek dotyczących ryb i wędkowania. Jako że lubię próbować nowych rzeczy, a historie znad wody były dla mnie coraz bardziej intrygujące, zdecydowaliśmy się w końcu na wspólny wypad. Wybraliśmy się nad wodę, na której przez bardzo słaby rybostan niestety trudno cokolwiek złowić. Byłam podekscytowana, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z wędką. Celem było opanowanie podstaw wędkarstwa oraz rzutów. Całkiem szybko zrozumiałam, jak je oddawać. Już przy pierwszym samodzielnym rzucie i staraniach, żeby nadać pracę przynęcie, poczułam opór. Myślałam, że przynęta wpadła w zaczep, tymczasem to wędka się uginała. Pod koniec holu okazało się, że udało mi się złowić szczupaka – moją pierwszą w życiu rybę – o czym usłyszeli chyba wszyscy spacerujący nad wodą. Dodatkową satysfakcję dawał fakt, że była to przecież dość bezrybna woda, więc nawet nie liczyliśmy na jakiekolwiek efekty połowu.


Po tym wyjeździe zaczęłam coraz bardziej zatracać się w wędkarstwie. Zakup własnego sprzętu i przynęt, kolejne wyjazdy, ryby, przygody… Nikodem uczył mnie wszystkiego od podstaw. Początki bywały trudne – byłam trochę „nieporadna” i często prosiłam o pomoc, na przykład w uwolnieniu przynęty z zaczepu czy w zawiązaniu przyponu lub fluocarbonu. Najzwyczajniej w świecie nie umiałam zapamiętać węzłów albo popełniałam błędy, przez które wiązania nie wychodziły prawidłowo. Na szczęście mój wędkarski kompan miał do mnie bardzo dużo cierpliwości. Ciągle tłumaczył, pomagał lub pokazywał mi, co mam robić, w zależności od tego, czego aktualnie potrzebowałam. Z czasem szło mi już coraz lepiej, a samo obserwowanie własnych postępów sprawiało (i sprawia) mi masę radości. Wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną, ale się nie poddaję. Cały czas staram się pogłębiać wiedzę i doskonalić umiejętności. Widzę efekty swojej pracy, a to daje mi dodatkową motywację do działania. W tym sezonie chciałam spróbować sił w zawodach spinningowych, a że marzenia trzeba spełniać i do odważnych świat należy, w pierwszych rozgrywkach biorę udział już pod koniec marca.


Każda wyprawa ma swój urok, ale najbardziej lubię wędkować nad rzekami – takie wyjazdy mają wyjątkowy, dziki klimat. Uwielbiam ciszę, która panuje nad wodą; do tego brak ludzi, czyste powietrze, odgłosy natury oraz możliwość dokładnej obserwacji przyrody (to bardzo cenne, bo pomaga rozwijać wiedzę).
Sezon 2021 był w pewnym sensie moim debiutem. Chociaż początki nie wyglądały zbyt obiecująco, ostatecznie okazał się on dla mnie całkiem łaskawy. Nawet jeśli nie wracałam do domu z efektami, które zadowoliłyby mnie w 100%, nie poddawałam się. Pod koniec maja złowiłam szczupaka 80 cm, więc od razu podniosłam sobie poprzeczkę. Lipiec minął pod znakiem okoni, a w sierpniu celem były pstrągi. Niestety nie złowiłam jeszcze wymarzonej ryby, ale wciąż próbuję. Reszta sezonu minęła w miarę spokojnie, aż do grudnia, kiedy to podczas jednej wyprawy udało mi się dwa razy pobić PB okonia (i to branie za braniem!). Najpierw złowiłam oksa 30 cm, a zaraz w kolejnym rzucie wyjęłam rybę mierzącą 35 cm. Okoniowym odkryciem oraz absolutnym killerem wędkarskich wypadów okazał się InstaCraw od SPRO, który tamtego dnia udowodnił, jak skutecznie potrafi kusić grube okonie.

 


W wędkarstwie uwielbiam to, że każda wyprawa to nowa historia i nowa przygoda. Najśmieszniejsze wspomnienia mam z wiosennego wypadu na klenie. To były moje początki z wędkowaniem nad rzeką. Podeszłam wtedy dość blisko do wody, przez co zakopałam się w mule. Po prostu czułam, że się zapadam. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, więc zaczęłam panikować – kręciłam się, próbowałam się wydostać, wołałam Nikodema. Kiedy do mnie podszedł, żeby mi poradzić, jak bezpiecznie się wygrzebać, zaczęłam się kręcić jeszcze bardziej. W efekcie szybko wyskoczyłam z gumiaków, zostawiając je w mule i wpadłam skarpetkami w błoto, przy okazji przewracając mojego chłopaka. Gumiaki w końcu udało się uratować, a ja odpoczywałam na trawie, susząc skarpety w wiosennym słońcu – przede mną był jeszcze cały dzień łowienia.


Wędkowanie jest teraz ważnym elementem mojego życia. Pozwala mi odpocząć od codzienności i zrelaksować się na łonie natury, wsłuchując się w odgłosy wody oraz zwierząt. Jest dla mnie pasją oraz odskocznią – daje mi dużo radości i sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejne przygody. To moja główna forma spędzania wolnego czasu – staram się pojawiać nad wodą tak często, jak tylko mogę.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel