Mistrzostwa Polski oczami uczestnika – relacja z pierwszej ręki

2022-07-18
Mistrzostwa Polski oczami uczestnika – relacja z pierwszej ręki

Moja znajomość z Dunajcem rozpoczęła się już wiele lat temu. Bywały czasy, kiedy odwiedzałem go częściej, nawet dwa razy dziennie. Teraz jest z tym różnie, ale nie ma co ukrywać – bardzo lubię te cudne, dzikie bystrza i jeszcze piękniejsze, kropkowane ryby. Dlatego od lutego do końca sierpnia bywam tu regularnie. Mam swoje ulubione odcinki rzeki, jednak czasem odwiedzam też inne. Górskie cieki zmieniają się po każdej dużej wodzie, dlatego warto co roku szukać nowych miejscówek. Przez te wszystkie lata przedreptałem brzegiem rzeki wiele kilometrów, złowiłem mnóstwo ryb i nabiłem niemało siniaków, brodząc po skalistym dnie. Dawniej łowiłem przede wszystkim na muchę, ale od co najmniej dwudziestu lat jakoś bliżej mi do spinningu. I chociaż pstrągowy spinning w okresie letnim nie jest może tak skuteczny jak muchówka, z dobrze dobranymi przynętami ma wiele zalet. Długo by się rozpisywać, dlaczego tak jest, ale moje spostrzeżenia są bardzo proste. W okresie zimowym i wiosennym, gdy woda jest zimna, a życie jeszcze nie rozkwitło w niej na dobre, przynęty spinningowe mają zdecydowaną przewagę. Z kolei wraz ze wzrostem temperatury i pojawieniem się dużej ilości owadów, szala przesuwa się na korzyść wędkarzy muchowych. Ale ja dziś nie o tym, a o wędkarstwie sportowym!

 

Zawody wędkarskie

 

Przez niektórych znienawidzone, dla innych stanowią sens wędkarskiego bytu. Dla mnie zawody to pewnego rodzaju giełda wymiany doświadczeń. Pozwalają one poznać wielu ciekawych ludzi, równie zwariowanych jak ja i tak samo ciekawych wszystkiego, co związane z łowieniem ryb. Najważniejsza jest jednak zawsze arena zmagań. Dunajec od dziesięcioleci pozostaje areną najważniejszych zawodów muchowych. Odbywają się tutaj cyklicznie mistrzostwa Polski oraz Puchar Romaniszyna, natomiast 1998, czyli rok po wielkiej powodzi, przywiódł do Dunajca mistrzostwa świata. Natomiast dużych zawodów spinningowych jeszcze tutaj nie było – aż do tego roku. Zatem: jak do tego doszło?

 

 

Jest pomysł!

 

Gdzieś w październiku zeszłego roku usłyszałem następujące pytanie:
- A gdybyśmy tak zrobili spinningowe mistrzostwa Polski na Dunajcu? Myślisz, że udałoby się to zorganizować?
- U nas? No jasne, to byłoby super! W końcu coś innego! Potencjał jest – woda rybna, piękna okolica… Jak najbardziej jestem za!

Dni mijały, przeszła jesień i zima, w końcu zaczęła się wiosna. Niemalże wszystkie tematy zostały uzgodnione. Wszystko przegadane, dopięte na ostatni guzik – jesteśmy gotowi!
W końcu do sieci trafia komunikat o mistrzostwach Polski organizowanych na rzece Dunajec. Odzew jest duży, a liczba zgłoszonych zawodników jak najbardziej zgodna z oczekiwaniami. Wyznaczamy sześć sektorów, po trzy dla juniorów i dla seniorów.

Rozmieszczenie sektorów

Sektory juniorskie (łącznie zgłosiło się 14 uczestników z tej kategorii) nie są długie. Juniorzy będą wędkować na każdym z nich tylko jeden raz. Pierwszy sektor został umiejscowiony w Sromowcach Wyżnych powyżej spływu, tak, żeby płynące tratwy nie przeszkadzały wędkującym. Kolejne dwa są rozmieszczone od Szczawnicy aż do Krościenka.

Seniorów zgłosiło się znacznie więcej, bo aż 75. Dlatego też długość sektorów jest zdecydowanie dłuższa i sięga nawet 8 km wody. Na pewno wielu z Was zapyta, po co tyle wody na średnio 25 zawodników na sektorze. Zamysłem organizatora było, aby w trakcie wszystkich tur zawodnicy mogli znaleźć miejsca, gdzie ryba będzie reagować, nie będzie skuta i przepłoszona – dlatego podjął taką decyzję.

Pierwszy seniorski sektor został wyznaczony od ujścia potoku Ochotniczanka w Tylmanowej do ujścia Czarnej Wody w Łącku – jego długość to około 7 km rzeki. Kolejny rozpoczyna się przy moście w Maszkowicach, natomiast jego koniec to mur w Gołkowicach – długość to 8 km, każdy może znaleźć sobie godziwe miejsce. Trzeci i ostatni sektor to obszar Dolnego OS. Jest on najkrótszy i pomimo bardzo bogatego rybostanu budzi we mnie pewne zastrzeżenia. Czy tylu zawodników w trzy dni nie „zadepta” wody i nie przepłoszy ryb, które okażą się niechętne do żerowania?

 

Indywidualne Mistrzostwa Polski w Dyscyplinie Spinningowej na rzece Dunajec

 

Zaczynamy mistrzostwa!

 

Baza zawodów została umiejscowiona w Pensjonacie Jurkowscy w Ochotnicy Dolnej. Huczne otwarcie zawodów, hymn państwowy, podniesienie flagi – i zaczynamy. Jeszcze tylko losowanie: trafiam kolejno na sektory C, B, a na końcu A, czyli zaczynam od OS.

 

Pierwsza tura. Sektor C

 

Żar leje się z nieba, rozpoczyna się tura popołudniowa. Wychodzę pod koniec stawki. Chcę zacząć gdzieś koło mostu, a później poszukać ryb w tym gorącu, na szybkiej wodzie. Dochodzę w okolice mostu na któryś z kolei. Przechodzę przez most i zajmuję fajną wlewkę, którą obławiałem kilka tygodni wcześniej na treningu. Ryba nie jest jeszcze mocno przekuta i przepłoszona, więc sięgam po wahadłówkę. W zasięgu wzroku mam co najmniej sześciu innych zawodników, a zatem jest gęsto. Wreszcie wybija 14:00. Zaczynamy! Pierwszy rzut – i moja przynęta ląduje tuż przed małą rynienką. Wprowadzam ją w rynnę i natychmiast mam branie. Zacinam i jest – ryba, w pierwszym rzucie! Na mojej miarce melduje się pstrąg, dokładnie 42 cm. Od razu zdobycz, i to z bonusem! Szybko doławiam następnego, po czym spinam ładną rybę. No cóż. Chwilę później mam trzecią rybę, ale dalej już stop. Decyduję się więc na zmianę miejsca. Zamierzam koncentrować się na nieobłowionej jeszcze wodzie. Najwyższy czas przenieść się dalej.

Schodzę szybko płanią i wybieram wartki prąd poniżej. Obławiam kieszenie za kamieniami, szukam głęboczków i rynienek. Sukcesywnie przemieszczam się w dół i poszukuję aktywnych ryb. Udaje mi się odłowić jeszcze kilka okazów. Oczywiście mam też niewcięte brania i parę ryb, których nie udało mi się wyholować. Staję na dłuższą chwilę w okolicy ujścia Słomki i po kolei spinam trzy ładne ryby. No trudno... Po sześciu godzinach intensywnego wędkowania z wynikiem w liczbie dziesięciu pstrągów ledwo przechodzę na drugą stronę rzeki, gdzie mieści się baza sektora. Jakby tego było mało, zapasowa wędka, którą nosiłem na plecach, dała mi nieźle w kość. Był moment, kiedy myślałem, że zawadzam nią o każdy nadbrzeżny krzak. Zmęczony, ale zadowolony docieram do samochodu. Wynik nie najgorszy – zobaczymy, jakie da miejsce w sektorze. Na innych sektorach też połowili, więc jest dobrze. Gdzieś koło 23:00 pojawiają się wyniki pierwszej tury. Mam trzecie miejsce w sektorze, zaraz po Tomku Podkulu – mistrzu świata, który złowił 11 ryb – oraz zawodniku, który upolował wielkiego pstrąga (prawie 65 cm). Podsumowując: trójka sektorowa i siódme miejsce w generalce. Jest dobrze!

 

Indywidualne Mistrzostwa Polski w Dyscyplinie Spinningowej na rzece Dunajec Juniorzy

 

Druga tura. Sektor B

 

Od początku mam pomysł na ten sektor, bo łowiłem tam na treningu. Zresztą uważam, że woda nie jest mocno przedeptana – powinno być dobrze. Rano piję szybką kawę i docieram na miejsce zbiórki, gdzie zostaje ogłoszony start. Postanawiam, że przebiorę się w spodnie GORE-TEX; rezygnuję też z zapasowego kija, który dzień wcześniej tak bardzo mi przeszkadzał. Jakieś 20 minut po starcie docieram szybkim marszem do miejsca, z którego zamierzam przejść na drugi brzeg. Dopiero po przeprawie w bród zaczynam wędkowanie w drugiej turze.

Tym razem nigdzie się nie spieszę. Łowię powoli i bardzo dokładnie, z dbałością o technikę. To nie OS, tutaj każdą rybę trzeba mocno wypracować. Zaczynam, jak wczoraj, od wahadełka, ale już po kilku minutach wiem, że tym razem nie będzie to kluczowa przynęta. Zamieniam ją więc na przynętę gumową i bardzo dokładnie obławiam łowisko. Po 30 minutach czuję pierwsze branie – ładny pstrąg na dobry początek. Chwilę później spinam rybę. Szkoda. Odpuszczam miejsce, nie widząc nikogo w zasięgu wzroku i postanawiam, że wrócę tutaj później. Tymczasem przenoszę się kilkaset metrów wyżej. Przynęta działa, więc nic nie zmieniam i w ciągu kolejnej godziny doławiam dwa pstrągi. Niestety spinam jeszcze jedną fajną rybę i łowię dwa króciaki.

Czas wrócić na pierwsze miejsce. Łowię wolno, bez pośpiechu; zresztą od kolejnej dobrej miejscówki, jaką znam, dzieli mnie pół godziny marszu. Wreszcie czuję branie, zapinam pstrąga i po krótkiej chwili ryba ląduje na miarce. Wracam do wody i parę metrów niżej odnotowuję kolejne piękne branie. Zapinam dużą rybę, która mocno bije w dno. Dwie minuty później udaje mi się ją poderwać z dna i doprowadzić do podbieraka. To piękny kleń, prawie 50 cm. Czyli kolejny bonus, super! Po kilku minutach trafiam na jeszcze jednego niezłego klenia, który niestety zaplątał się w linkę – kiedy woda wyrzuciła go do powierzchni, wyplątał się, ale haczyk wypadł mu z pyska. Spinam jeszcze jednego pstrąga, którego nie udało mi się powstrzymać od energicznych wyskoków, i druga tura dobiega końca. Nie wygląda to źle – mam cztery pstrągi (każdy powyżej 30 cm) i jednego klenia (prawie 50 cm). Niezależnie od tego, które da mi to miejsce, jestem zadowolony. Trzeba przyznać, że po tej turze już mocno czuję nogi, a przede mną jeszcze ostateczna rozgrywka. Gdzieś późnym wieczorem pojawiają się wyniki i znowu widzę trójkę sektorową. W generalce awans, plasuję się na piątym miejscu. Wieczorem czekają nas jeszcze kolacja integracyjna w hotelu, góralskie przyśpiewki i wspólna zabawa do nocy. Mimo to wcześnie rano jestem gotowy do kolejnej rozgrywki.

 

Indywidualne Mistrzostwa Polski w Dyscyplinie Spinningowej na rzece Dunajec Zwycięzcy

 

Trzecia tura

 

Tym razem czeka mnie sektor A, który notabene znam najlepiej. Jednocześnie wiem, że miejsca, w których chciałem wędkować, są już mocno wyeksploatowane, więc nie będzie łatwo. Ostatecznie całkowicie odchodzę od wcześniejszych założeń taktycznych. Podobnie jak w pierwszej turze, będę obławiał płytkie, wartkie prądy w poszukiwaniu aktywnych ryb. Być może na koniec wrócę na swoją bankówkę – zobaczymy, co przyniesie dzień. Jeszcze tylko półgodzinny spacer do wytypowanego miejsca, oczywiście w pełnym rynsztunku, i zaczynamy! W ciągu pół godziny łowię trzy dobre ryby, a potem nagle stop, wszystko przestaje działać. Zmieniam miejsca, doławiam króciaki, ale mój stan posiadania jest jak zaczarowany. Niestety, wraz z upływem czasu nic się nie zmienia. Trzy ryby i tyle. Na ostatnią godzinę wracam na moją bankówkę, ale jest tak, jak podejrzewałem – zero aktywności. Przeławiam jeszcze raz miejsce, które dało mi ryby, i (oczywiście!) spinam czwartą zdobycz. To koniec! Cóż, szkoda. Nie ma co ukrywać, była to dla mnie najtrudniejsza tura. Zrobiłem prawie 20 tysięcy kroków po trudnym, skalistym terenie, więc nie można powiedzieć, żebym poddał się bez walki. Czuję lekki niedosyt, ale pozostało mi tylko czekać na wyniki. Po perturbacjach związanych z ich liczeniem wszystko staje się jasne. Mam piątkę sektorową. Wprawdzie jestem z niej średnio zadowolony, bo różnice są niewielkie, ale wstydu nie ma.

 

Wyniki i oficjalne zakończenie



Tym razem jadę bezpośrednio do bazy zawodów i czekam na wyniki oraz zakończenie. W końcu to klasyfikacja generalna po trzech turach. Kończę na czwartym miejscu, więc wysoko. Jestem w pełni usatysfakcjonowany, zwłaszcza że początkowo chciałem zawalczyć o pierwszą dziesiątkę. Czas na uroczyste wręczenie nagród od sponsorów i zakończenie zawodów. Zjeżdżają się wszyscy zawodnicy; z każdej strony płyną miłe słowa na temat rybostanu, organizacji i sposobu sędziowania

Rozdanie nagród rozpoczynamy od juniorów. Mistrzem Polski, podobnie jak rok wcześniej, zostaje Antek Babicz. Drugie miejsce zajmuje Karol Jaworski, natomiast trzecie – Michał Wiak. Dalej pora na seniorów. Pierwsze miejsce, z czterema punktami sektorowymi, zajmuje po ostrej walce Tomasz Podkul, czyli zeszłoroczny mistrz świata. Na drugim miejscu plasuje się Łukasz Doering – również z czterema punktami sektorowymi, za to z mniejszą ilością punktów za ryby. Trzecie miejsce przypada (drugi raz z rzędu) Lucjanowi Stasikowi.

 

 

Zakończenie

 

Dunajec okazał się bardzo dobrą areną mistrzostw Polski. Zawodnicy zostali szczerze obdarowani – zważywszy na warunki pogodowe, mocne słońce, prześwietloną, czystą wodę i potworny upał, 500 pstrągów i 20 kleni to całkiem niezły wynik. Trochę szkoda juniorów, bo łowienie ryb na górnym Dunajcu nie było lekkim kawałkiem chleba, ale seniorzy nie mogą narzekać.

Paradoksalnie najbardziej wymagający okazał się sektor C, czyli ten najkrótszy, OS Dunajec. Ryby były już mocno przełowione i spłoszone, a to spowodowało, że w trzeciej turze trudno było o godziwy wynik. Organizacyjnie zawody okazały się sukcesem. Uczestnicy wracali do domów uśmiechnięci i zadowoleni. Sponsorzy wspomogli nas górą wartościowych nagród. Jeszcze przed tym, jak ludzie zaczęli rozjeżdżać się do domów, słyszałem: „To co, za rok znowu na Dunajcu?”. Odpowiedź może być tylko jedna: JASNE!

 

Życzę tego i sobie, i Wam. Wszystkiego dobrego i do zobaczenia nad naszą rybną rzeką!

Z wędkarskim pozdrowieniem
Piotr Boruch

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel